Wszystko przez te przeklęte dziewczyny


Jedyną zaletą małżeństwa jest to, że można być tak wulgarnym, obraźliwym i niechlujnym, jak się tylko chce O związku z Elizabeth Hardwick Robert Lowell napisał wiersz 'Mówić o tej niedoli, jaką jest małżeństwo'. Ale to u niej szukał schronienia po trzecim rozwodzie - zmarł na atak serca w nowojorskiej taksówce, którą jechał z lotniska Kennedy'ego do jej mieszkania. Elizabeth Hardwick jeszcze po latach podkreślała, że małżeństwo z Lowellem było najlepszą rzeczą, jaka jej się w życiu przydarzyła. Był 1946 rok. Przyjęcie w nowojorskim mieszkaniu Philipa Rahva, redaktora 'Partisan Review'. Tak po latach Robert Lowell opisał pierwsze spotkanie z Elizabeth Hardwick. On był już uznanym poetą, ona zasłynęła jako przenikliwa, ostra recenzentka. Chuda, zawsze z papierosem. Miała burzę brązowych loków, niezupełnie niebieskie oczy i polemiczny temperament. Spragniona wielkiego świata kilka lat wcześniej przyjechała do Nowego Jorku z Lexington w Kentucky. Zaczęła pisać doktorat z XVII-wiecznej poezji angielskiej na Columbia University, ale szybko znudziła ją akademicka rutyna i wybrała życie artystycznej cyganerii. Tamtego wieczoru nie tylko nieśmiałość powstrzymała Lowella od uczynienia jej awansów - był w towarzystwie żony, pisarki Jean Stafford. Bliżej poznali się dopiero jesienią 1948 roku w kolonii pisarskiej w Yaddo. 'Ona jest dla ciebie niebezpieczna' - pisał wówczas do Lowella Peter Taylor, ofiara ostrego pióra młodej krytyczki. Ale poecie panna Hardwick zdecydowanie przypadła do gustu. Odpowiadał Taylorowi, że jest to osoba nieszkodliwie złośliwa, dowcipna, emanuje pozytywną energią. Zauroczenie było wzajemne. Tej jesieni Hardwick razem z Elizabeth Bishop pomagały Lowellowi dojść do swojego pokoju po mocno zakrapianej poetyckiej biesiadzie w Bard College. Jeśli wierzyć anegdocie, kładąc go do łóżka, Hardwick westchnęła, że wygląda jak Adonis. Elizabeth Hardwick była ósma z jedenaściorga rodzeństwa. Pochodziła z robotniczej, protestanckiej rodziny, ale w młodości - jak sama półżartem mówiła - chciała zostać żydowską intelektualistką. To znaczy otwarcie myśleć, pisać, podważać utarte poglądy. Żydowskość kojarzyła jej się z pewnym rodzajem wykorzenienia i kosmopolityzmem. Nowy Jork był idealnym miejscem do zrealizowania takiego marzenia i Hardwick szybko zaaklimatyzowała się w metropolii